piątek, 12 lipca 2013

Rozdział #3

*Justin*

Następny dzień w tym piekle. Już jutro moje urodziny, i tylko 2 lata gnicia tutaj. Jest godzina 10:00. Jazzy bawi się z Kelsey w ich pokoju jakimiś szmaciankami. Wyszedłem na dwór przewietrzyć się, myśląc cały czas o tym dziwnym śnie... "Czy Franklin zabił Pattie? Czy grozi niebezpieczeństwo mi lub Jazzy?" - te myśli chodziły mi w kółko po głowie...


*2 godziny później*

 *Stołówka*

Byłem na stołówce. Za chwile miał być obiad, a raczej papka nazywana u nich "jedzeniem" którą wynoszą z kuchni. Niby chcą abyśmy przeżyli tutaj dzieciństwo, a dają nam jakąś papę na talerzu z dodatkiem soli...

- Hej! Justin ! - zawołał Christian z końca stołówki, po czym do mnie podbiegł.
- Hej Chris, co jest ? - odpowiedziałem.
- Słuchaj musisz jak najszybciej ze mną pójść !
- Dlaczego ? Co się dzieje ?
-Chodzi o twoją siostrę ! Szybko !
Pobiegliśmy w stronę pokoju Jazzy, zaniepokojony ja miałem już najgorsze scenariusze w głowie. Bałem się, że coś się jej stało. Wreszcie dobiegliśmy. Zauważyłem ją  całą zapłakaną i wystraszoną.
-Co jest mała ?! Nic ci się nie stało ? Jesteś cała ?! - zaniepokojony zadawałem jej tysiące pytań. Aż wreszcie wyszeptała mi na ucho.
-Położyłam się na chwile spać i miałam straszny sen Justin....
-Jaki ? - wyszeptałem.
-Był tam ten Pan co dał nam pieniądze jak byliśmy pod mostem. Miał w kieszeni pistolet. Próbował mnie zabić. - wyszeptała.
W tym momencie osłupiałem. Nie wiedziałem co powiedzieć. To był ten sam sen który miałem ja. Co to znaczy ? Czy mamy sny prorocze ? Czy Franklin jest rzeczywiście zabójcą ?
-Spokojnie Jazzy... to tylko sen... Nikt, ale to NIKT nie zrobi Tobie krzywdy dopóki jestem przy Tobie. Rozumiesz ? - odpowiedziałem po czym przytuliłem ją z całych sił i pocałowałem w czoło.
-A teraz chodźmy na obiad... - powiedziałem po cichu.
Wychodząc z Jazzy z jej pokoju dołączyła do nas Kelsey i zaczęły rozmawiać o tym co dzisiaj jemy.
Po chwili zauważyłem Christiana. Podbiegłem to niego i powiedziałem:
-Hej Chris ! Słuchaj, wielkie dzięki że mnie powiadomiłeś że coś się dzieje z Jazzy. Mam u Ciebie dług.
-Nie ma sprawy. A słuchaj... powiesz mi o co chodziło ? Na prawdę się wystraszyłem jak ją taką zobaczyłem ... - odpowiedział mi Christian.
-Bardzo chciałbym Ci powiedzieć ... ale rozumiesz, sprawa między bratem a siostrą. Nie pogniewaj się.
-Och.... Rozumiem, spokojnie nie gniewam się. Mam tylko nadzieję że nic jej nie będzie.
Po czym uśmiechnął się do mnie a ja do niego.
Usiadłem przy jednym stole z  Jazzy,Kelsey i Chrisem i jedliśmy to... "coś".
-Ble ! Justin to jest obrzydliwe ! - powiedziała Jazzy i odsunęła talerz od siebie.
-Wiem mała, ale zrozum że musimy to zjeść... - odpowiedziałem.
-Właśnie ! Twój brat ma racje, musimy "to" zjeść aby mieć energie i żeby inni się nas nie czepiali. - powiedziała Kelsey.
-Okeeej.... - powiedziała Jazzy po czym sięgnęła po talerz.
Mogło by się wydawać że zjemy ten posiłek w spokoju, ale niestety tak nie było...
Jazzy i Kelsey jadły i rozmawiały śmiejąc się po cichu, nagle jakiś wielki pajac złapał Jazzy i podniósł do góry i patrząc się jej prosto w oczy powiedział:
-Co cię tak śmieszy, gówniaro ? Wpier**laj a nie gadasz ! - po czym ją rzucił na ziemię, a mała się rozpłakała trzymając się za kolano mówiąc do mnie:
-...Justin... zabij gnoja !
Tak czy siak postawiłem się kolosowi mówiąc:
-I co ? Masz satysfakcje z tego że uderzyłeś 11-to latke ?! - powiedziałem.
-Justin... na prawdę przestań - wyszeptał po cichu Christian.
-Ha ! A co cię to, lalusiu ? - powiedział bydlak po czym pchnął mnie na Chrisa.
-Słuchaj skur***lu ! Możesz bić mnie, ale nie moją siostrę !
-Dobra... zobaczymy na co cię stać, cioto ! - po czym rzucił się na mnie z pięściami.
Okładaliśmy się po twarzy pięściami i szarpaliśmy się. Dookoła cała stołówka się na nas gapiła, a my nie zamierzaliśmy się przestać bić. Padałem z sił a kolos nabierał na sile. Wreszcie zjawił się dyrektor Domu Dziecka i nas rozdzielił.
-Co wy do cholery wyrabiacie ?! - powiedział.
-To on zaczął.... uderzył moją siostrę, ja tylko działałem w jej obronie. - powiedziałem wycierając o jakąś chusteczkę mój zakrwawiony nos.
-Ach tak.... widzę że ktoś tutaj lubi się popisywać.... Więc pójdziesz ze mną, Dreake. - powiedział dyrektor do kolosa, który tam na prawdę nazywał się Dreake. Złapał go za ucho i poszedł z nim nie wiadomo gdzie.
-Nic ci nie jest Justin ? Nie masz złamanego nosa ? - Zapytał mnie troskliwie Christian.
-Nie, wszystko w porządku. Nos też cały. Dzięki. A ty mała ? Jak się czujesz ? - powiedziałem patrząc na Jazzy.
-Dobrze duży.... Dziękuje że mnie obroniłeś... - odpowiedziała Jazmine z uśmiechem na twarzy.
-Nie ma za co.
-Dobra, lepiej chodźmy do pielęgniarki. Musi obejrzeć twój nos. - powiedzał do mnie Chris.
-Okej, chodźmy. - odpowiedziałem.

*3 godziny później*


 Wyszedłem od pielęgniarki, naszczęście nic mi się nie stało z nosem. Poszedłem się przewietrzyć, spotkałem tam Caitlin. Płakała.

-Hej Caitlin... co jest ? - zapytałem.
-Hej Justin... nie chcę o tym rozmawiać... - odpowiedziała.
-Powiedz, proszę. Chodź, usiądźmy. - powiedziałem i usiedliśmy na ławce.
-Bo... chodzi o chłopaka...
-Co się stało ? - zapytałem troskliwie.
-Rzucił mnie dla mojej siostry...
-Tak po prostu ?
-Tak ! Widziałam ich jak się obściskiwali, podeszłam do niego i uderzyłam go w twarz i uciekłam...
-Co za dupek - mruknąłem pod nosem.
-Dupek którego kocham, Justin ! 
-Znajdziesz sobie innego. To nie miłość, tylko zauroczenie. Miłość jest wtedy kiedy druga osoba Ciebie też kocha, i nie zdradza z siostrą.
-Masz racje... On jest przeszłością...
Przytuliłem ją i poszliśmy na krótki spacer. Rozmawialiśmy trochę o jej związku i trochę o tym jak ja się tutaj znalazłem.
-Jezu... po prostu wycelował jej w serce i wystrzelił ?! - zapytała.
-Tak... na oczach moich i mojej siostry.... -odpowiedziałem.
-Co za brutal.. nawet nie wiesz jak mi Cię żal..
-Dzięki. Mieliśmy razem z mamą wybrać się jutro do Wesołego Miasteczka.
-Dlaczego jutro ?
-Jutro mam 16 urodziny. Będę musiał je spędzić sam z siostrą.
Zatrzymaliśmy się. Ona mnie pocałowała i patrząc mi w oczy powiedziała:
-I ze mną....
Nie wiedziałem co powiedzieć, stałem wryty w ziemię. Przecież jej jeszcze za dobrze nie znam, a jeszcze przed chwilą rozpaczała że chłopak ją rzucił... !
-J..Ja przepraszam... to był odruch.. poniosły mnie emocje. Przepraszam. - powiedziała zawstydzona.
-Nic nie szkodzi. - odpowiedziałem również zszokowany uśmiechając się do niej.
Chodziliśmy jeszcze z godzinę czy dwie i rozmawialiśmy sobie o wszystkim, o muzyce, życiu i miłości. Nagle przypomniałem sobie że muszę iść na kolacje.
-Jezu ! Caitlin, przepraszam Ciebie, muszę już iść. -powiedziałem.
-Dobrze. Pa.
-Pa, do jutra ?
-Tak. -odpowiedziała z uśmiechem.
W nocy cały czas o niej myślałem. Nie mogłem o niej zapomnieć. Chyba się zakochałem...

__________________________________________________________________________________I to tyle ! :) Jak wrażenia ? Za krótkie czy może być ? Następny rozdział niedługo, a napisze go Laura ! ^^ /Sebass

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz